Obecnie znajdujesz się : Strona główna / Kącik Profilaktyczny
  • Podpisanie porozumienia
  • Konkurs Młodzi Przeciwko Patologiom Społecznym
  • Pedagogium WSNS
  • polska akademia nauk
  • Kidprotect.pl & Pedagogium WSNS
  • Rekrutacja
  • AZS
Kącik Profilaktyczny

 

Dzieci z rodzin alkoholowych w grupach samopomocowych – jak do nich dotrzeć? Studium metody.

 

Dzieci z rodzin alkoholowych w grupach samopomocowych – jak do nich dotrzeć? Studium metody.

 

 

Ciekawe spotkanie polsko – niemieckie ( Mazowsze – Brandenburgia).

 

Miałem okazję wziąć udział, jako wykładowca i uczestnik w ciekawej konferencji organizowanej przez Mazowieckie Centrum Polityki Społecznej. Od wielu lat Mazowsze współdziała z landem Brandenburgia w Niemczech w kierunku wzajemnego wsparcia koncepcyjnego w przeciwdziałaniu problemom związanym z ryzykownymi zachowaniami ( alkohol, narkotyki). Ubiegłoroczna konferencja była poświęcona profilaktyce i jej przykładom w obu regionach, porównywaliśmy modele i praktykę obu regionów. W tym roku skupiono się na roli ruchów samopomocowych w rozwiązywaniu problemów alkoholowych. Trójka gości z Niemiec zapoznała nas ze sposobami pracy środowisk samopomocowych, z sytuacją wśród ludzi starszych w domach opieki społecznej i z ogólnym modelem wspierania takich środowisk przez miejscowe ministerstwo zdrowia ( landu Brandenburgia). Te referaty były bardzo konkretne i ciekawe. Zawsze jest dla mnie intrygujące , jak sobie radzi w sprawach społecznych nasz sąsiad, w końcu dysonujący najsilniejszą gospodarką w Europie. Po raz kolejny przekonałem się, że polskie rozwiązania nie odbiegają poziomem od niemieckich. Opisywało je kilku wykładowców z Polski przedstawiając różnorodne referaty. Rozpoczynał dr B. Woronowicz, który potem miał dużo pracy z podpisywaniem swojej znakomitej książki o uzależnieniach. Woronowicz przedstawił doskonałą syntezę roli ruchów samopomocowych w profilaktyce, terapii i rehabilitacji. Dał też jednoznaczne wsparcie całej metodzie, traktując ją jako bardzo ważny, wręcz decydujący element systemu polityki społecznej w tych sprawach. Ja przedstawiłem opis skutecznej formuły docierania do dzieci z rodzin z problemem alkoholowym. Mam bowiem duże doświadczenie w organizowaniu grup samopomocowych Alateen (organizowałem 2 grupę w historii Polski, przed ponad 20 laty). W porozumieniu z organizatorami konferencji zamieszczam na stronie zarówno prezentację, jak i tekst artykułu na ten temat. Dobrego oglądania i lektury.

 

 

dr Krzysztof Wojcieszek

 

Wystąpienie dr K. Wojcieszka - prezentacja
Poszerzona treść wykładu - tekst

 

Wizyta w MOW im. Janusza Korczaka w Kwidzynie

 

Wizyta w MOW im. Janusza Korczaka w Kwidzynie

 

 

Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy w Kwidzynie , kierowany przez dyr. Mariana Pietrusika organizuje od kilku lat ciekawe konferencje resocjalizacyjne o ogólnopolskim zasięgu. Tym razem była to konferencja o intrygującym tytule „Schody do Nieba”. Jej tematem było rozwijanie duchowości  wychowanków ( a w przypadku MOW w Kwidzynie wychowanek). Spotkanie zgromadziło kilkadziesiąt osób, z których kilkanaście przybyło z odległych okolic naszego kraju ( np. Kraków, Kielce, Mszana Dolna). Grono prelegentów było nieduże, lecz znakomite (UWM w Olsztynie – ks. prof. dr hab. Cyprian Rogowski, WSD w Gdańsku  ks. prof. Grzegorz Szamocki i Elblągu – ks. dr Grzegorz Puchalski, dr Krzysztof Wojcieszek - WSNS Pedagogium w Warszawie). Oprócz czterech wykładów teoretycznych było też miejsce na bardzo ciekawą prezentację konkretnych przedsięwzięć związanych z tytułem konferencji. Może zacznę od tych ostatnich. Mogliśmy usłyszeć ciekawą relację na temat pracy z pracownikami sektora resocjalizacji w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu. Powstała tam inicjatywa specjalnych warsztatów rozwoju osobistego opartych o pracę psychosomatyczną i medytację ( O. Jan Paweł OSB i dr Joanna Szybińska z UW). Relację z pracy MOW przy ul. Barskiej w Warszawie prezentował dyrektor ze Zgromadzenia Orionistów, zaś siostry  z Krakowa prezentowały pracę MOW im. Św. Siostry Faustyny. Przypomniano też postać Sługi Bożej Anny Jenke z Jarosławia. Prezentacje zakończył miejscowy katecheta stale współpracujący z MOW w Kwidzynie ks. Marek Kubacki, który okazał się też znakomitym muzykiem gitarowym. Wszystkie prezentacje pokazywały jak duże możliwości tkwią w tego rodzaju podejściu do pracy resocjalizacyjnej. Nie jest to tylko jakaś wysublimowana teoria dla pięknoduchów, ale realna praktyka ciekawej pracy. Osobiście sądzę, że bez tego fragmentu wysiłki resocjalizatorów są o wiele mnie skuteczne. Praca nad rozwojem duchowym jest bowiem fundamentem wszelkiej pozytywnej zmiany w człowieku.

 

W miejsce planowanego wykładu naszego Rektora wystąpiłem z własną propozycją „ Prawo do mamy i taty w resocjalizacji. Jak rozwijać duchowość trudnych wychowanków?” Wykład spotkał się z dobrym przyjęciem, co zachęca mnie do zamieszczenia na stronie pełnej prezentacji używanej na tym spotkaniu. W przyszłości opiszę te treści w większym artykule, na razie niech wystarczy prezentacja.

 

Nasza Szkoła była patronem naukowym tego spotkania, co z uwagi na wysoki poziom referatów przynosi nam zaszczyt.

 

Gościem spotkania była też aktualna Minister Edukacji Narodowej Katarzyna Hall i wiele oficjalnych osobistości województwa pomorskiego.

 

Spotkanie było okazją do obejrzenia codziennej pracy MOW w Kwidzynie. Mogę zapewnić, że to co tam spotkałem to modelowe działania resocjalizacyjne. Miło było obserwować tak piękną pracę, być może zbyt mało znaną szerzej, a zasługującą na to.

 

Z tej codziennej pracy najbardziej zauważyłem drużynę harcerską ( zdaje się o nazwie „Wesołe Włóczęgi”), teatr i ciekawe projekty psychoedukacyjne. Miejscowy wolontariat nawet wygrywa konkursy międzynarodowe. Mogliśmy usłyszeć zespół wokalny i dowiedzieć się sporo o ciekawej katechezie.  To naprawdę ważna placówka. W Roku Korczakowskim zapewne ukaże nam jeszcze więcej ze swych walorów. Zainteresowanych odsyłam do strony www.mowkwidzyn.pl

 

Tak trzymać , Szanowny Panie Marianie! 

 

Wystąpienie dr Krzysztofa Wojcieszka

 

Konferencja EAD w Warszawie

 

 

Konferencja EAD w Warszawie

 

 

 

Biuletyn informacyjny
Konferencja Europejskiej Kampanii w sprawie Narkotyków

 

 

 „European Action on Drugs” to szczególne przedsięwzięcie Komisji Europejskiej. Konglomerat osób prywatnych, instytucji, rozmaitych zrzeszeń o wspólnym celu: przeciwdziałaniu narkomanii. W projekcie tym zadziwiająca jest różnorodność działań, które promuje. Akces do tego ruchu może zgłosić każdy! Mimo to pozostaje on inicjatywą Brukseli.


Co roku organizowana jest konferencja w jednej z europejskich metropolii poświęcona promocji poszczególnych zagadnień czy inicjatyw. W tym roku miejscem spotkania była Warszawa. Ponad setka osób z całej Europy i kilkudziesięciu Polaków obradowało wspólnie 7 lipca 2011 roku w salach hotelu Intercontinental. Polsce przypadała szczególna rola z racji prezydencji europejskiej, stąd wystąpienia dwu polskich wiceministrów. Szczegóły czytelnik znajdzie w załączonym programie. I ja miałem tam „swoje pięć minut”, a nawet nieco więcej. Prezentowałem nowy instrument profilaktyczny pod nazwą „Smak życia czyli debata o dopalaczach”, który w marcu tego roku miał swoją polską inaugurację, a którego jestem autorem. Scenariusz ten został wydany drukiem oraz zamieszczony na stronie internetowej Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Każdy zatem może go bez trudu przeczytać. Mimo to konferencja była okazją do ukazania tego programu w perspektywie europejskiej, na tle innych, różnorodnych inicjatyw. Postanowiłem zaprosić zebranych do czynnego udziału w dwu fragmentach programu, po czym zaprezentowałem wyniki pierwszych badań ewaluacyjnych, bardzo zresztą pozytywne. Wszystko to znajduje się w prezentacji załączonej w „Kąciku”. Zebrani byli dość zaskoczeniu taką formułą, bo spodziewali się raczej przemówienia, niż metod aktywizujących. Po pierwszym zdziwieniu raźno włączyli się do współpracy, a program wzbudził duże zainteresowanie. Mam zatem swój udział w starcie polskiej prezydencji w UE. Sądzę zresztą, że po badaniach i niezbędnych zmianach ten scenariusz zrobi jeszcze „europejską karierę” czyli wyjdzie poza nasze granice. Do tego jeszcze daleko, ale pierwsze kroki za nami. „Bo Polacy nie gęsi i swój język mają” mawiał Rej. I miał rację. Przyjemnie jest obserwować, jak przedstawiciele różnych nacji bacznie obserwują nasze działanie i… uczą się!

 

 

Program Konferencji
Wystąpienie dr Krzysztofa Wojcieszka
'Aksjologia profilaktyki problemowej'

 

Dr Krzysztof A. Wojcieszek

WSNS Pedagogium

 

 

Aksjologia profilaktyki problemowej.

 

 

Rękopis.

Poprawiony tekst ukazał się w tegorocznym 6 numerze "Świata Problemów".

 

 

Co jest celem działań profilaktycznych proponowanych młodym ludziom? Wielu z nas takie pytanie wydaje się nierozsądne. Przecież  wiadomo: aby nie pili, nie uzależniali się, nie doznawali szkód alkoholowych… Nad czym tu deliberować? Tymczasem rzeczywista sytuacja profilaktyki dla dzieci i młodzieży skomplikowała się. Oto pojawiła się tendencja do zmiany dość oczywistego paradygmatu profilaktyki, jakim było zmaganie o możliwie najdłuższą  abstynencję i najpóźniejszą inicjację alkoholową.  Wraz z terapeutycznym nurtem „harm reduction”(redukcja szkód) pojawiła się u części profilaktyków skłonność do przedefiniowania celów wychowawczych w kierunku oswajania młodych ludzi z alkoholem, wyposażania ich w „kompetencje alkoholowe”, niekiedy nawet z użyciem alkoholu jako medium używanego podczas zajęć profilaktycznych. Jako argument wskazywano powszechność wczesnej inicjacji: podobno tylko 0,5 % ludzi w naszej kulturze nie zna smaku alkoholu przed ukończeniem 20 roku życia (?). Tradycyjna linia profilaktyki wydawała się w świetle tych „nagich faktów” wręcz archaiczna, żeby nie powiedzieć – szkodliwa, ze względu na brak realizmu. Ewentualne szkody alkoholowe, doznawane w trakcie samorzutnych  „ćwiczeń alkoholowych”, nurt ten uznaje za zło konieczne, za niezbędną cenę, którą młody człowiek musi zapłacić chcąc się rozwinąć w zakresie kompetencji w używaniu alkoholu. Perspektywa wydaje się kusząca i coraz lepiej udokumentowana badaniami nad alkoholową socjalizacją. Porzucić wreszcie ten nierealistyczny, męczący wszystkich cel w postaci pogoni za nieosiągalną abstynencją młodych, zabrać się do konkretnej pracy nad umiarkowanym spożyciem i jego regułami! Wreszcie mieć jakiś sukces profilaktyczny w najtrudniejszej  dziedzinie profilaktyki... Zapomnieć o harcerskich ideałach sprzed wieku, zarzucić coś, czego i tak nie dawało się osiągnąć… Pokusa jest wielka, tym większa, im trudniej przychodzi działać profilaktycznie. Nie każdy jest maratończykiem, aby biec, i biec… i często nie dobiec.

 

Zbierzmy krótko argumenty jednej i drugiej strony. Zwolennicy abstynencji wskazują najpierw na wyjątkową wrażliwość młodych ludzi na szkody alkoholowe. Picie przed osiągnięciem pełnej dojrzałości naraża na uszkodzenia fizyczne (układ nerwowy), uruchamia  procesy kierujące ku uzależnieniu (im wcześniejsza inicjacja, tym bardziej prawdopodobne uzależnienie), otwiera na inne substancje, w tym narkotyki, uszkadza proces rozwoju rozmaitych ważnych umiejętności nabywanych bez alkoholu, naraża na wczesną inicjację seksualną i w końcu nawet niekiedy odbiera życie w wypadkach i zatruciach. Zatem socjalizacja alkoholowa powinna, jeśli już, zachodzić później, po osiągnięciu pełnej dojrzałości. A zatem tylko abstynencja!

 

Adwersarze cicho się uśmiechają i namawiają do prób osiągania tego celu, które szybko kończą się porażką. I wtedy akcentują konieczność specyficznego realizmu. Młody człowiek, w kontrolowanych warunkach, ma się nauczyć kontaktu z alkoholem i przestrzegania reguł rozsądnego picia. Musi zatem trenować i mieć kompetentnych doradców. Ta nauka ma się odbywać w naturalnych  warunkach, a zresztą młodzi i tak na własną rękę organizują sobie tę „naukę”, więc wystarczy to zaakceptować i doradzać. Celem jest praktyczna socjalizacja do używania alkoholu, co ma chronić przed poważnymi szkodami, godząc się ze szkodami drobniejszymi. Ot, takie zło konieczne z ogólnym zyskiem.

 

Wystarczy jednak zestawić obydwa stanowiska, aby zauważyć, że jakoś wzajemnie się wykluczają wedle powiedzenia: i tak źle, i tak niedobrze. Każdemu z nich czegoś brakuje, choć za jednym stoi nawet tradycja i prawo, a za drugim codzienne obserwacje. Gdyby tak można pogodzić realizm „harm reduction” i maksymalizm „obozu abstynencji”. Ale jak to zrobić?

 

Poszukiwania trzeciej drogi wydają się nam wątpliwe, wszak „tertium non datur” (nie ma trzeciego wyjścia)… Czy na pewno? Aby je odnaleźć trzeba jednak na chwilę pozostawić młodych i skupić się na starszych, pytając: co jest normą w zakresie zachowań alkoholowych ludzi dorosłych? Czy normą jest abstynencja czy raczej umiarkowane używanie napojów alkoholowych? Wśród dorosłych jest zaskakująco wielu abstynentów, szacuje się, że nawet 8 % ( inni mawiają nawet o 28%, ale to są abstynenci wedle deklaracji, zwykle coś tam popijający). Ja sam jestem konsekwentnym abstynentem i zachowuję ten styl życia od bardzo długiego czasu. Wydaję się sobie samemu dość szczęśliwym człowiekiem i nie mam poczucia nadmiernej straty z powodu alkoholowego wyrzeczenia. Chyba zatem powinieniem brać stronę zwolenników abstynencji w wychowaniu? Wiele razy tak właśnie uczyłem adeptów profilaktyki i w zgodzie z własnym stylem życia proponowałem zachęcanie młodych do abstynencji jako jedynie właściwą drogę. Tyle tylko, że abstynencji nie uważałem i nie uważam za autonomiczny cel wychowawczy, a jedynie za bezcenny środek do celu. Może to być zaskoczenie dla wielu, którzy mnie znają, ale jakem abstynent, uznaję, że normą etyczną ludzkiego życia w sprawie alkoholu jest raczej umiar, niż abstynencja. Etycy mają ciekawe słowo: supererrogacja, etyczny naddatek. Supererrogacja jest wtedy, gdy czynimy coś ponad zwykłą miarę, heroicznie lub wyjątkowo. Otóż uważam, że abstynencja dorosłych jest pewnego rodzaju supererrogacją, pewnym nadmiarem etycznym, a zwykłą godziwą normą ludzkiego zachowania jest alkoholowy umiar. Dziwny abstynent z tego Wojcieszka, co? Jakiś podejrzany…

 

Aby jednak ostatecznie się dogadać trzeba pochylić się nad znaczeniem umiaru. Zwykle myślimy, że umiar oznacza „umiarkowane używanie napojów alkoholowych”, ostrożne picie, doznawanie w wyniku tego pewnych korzyści, a minimalizowanie strat. Tymczasem pojęcie umiaru, które weszło do kultury europejskiej poprzez filozofię Arystotelesa, jest bogatsze, niż nasze potoczne mniemania i oznacza trzymanie się we wszystkim właściwej miary. Na przykład w odniesieniu do trucizny umiar będzie oznaczał pełną abstynencję. Nie używa się z umiarem cyjanku potasu. Gdy spojrzymy na składniki alkoholowego umiaru ludzi dorosłych, to ze zdumieniem odkryjemy, że podstawowym tematem nie tyle jest tu moderowanie picia do stosownych norm, ale zachowanie pełnej abstynencji w bardzo wielu sytuacjach życiowych, które tego bezwględnie wymagają. Takich sytuacji jest bardzo wiele i one to stanowią główny temat umiaru ludzi dorosłych, gdyż nawet drobne naruszenia abstynencji w tych sytuacjach kończą się zwykle poważnymi stratami. Wyliczmy przykłady takich sytuacji: kierowanie pojazdami, maszynami, praca, uprawianie sportu, turystyka w trudnym terenie, ciąża, karmienie, opieka nad małymi dziećmi, choroba i branie leków, wystąpienia publiczne. Gdybyśmy zrobili analizę dobowego czy tygodniowego „rozkładu jazdy” przeciętnego człowieka, to okazałoby się, że w większości sytuacji jest on wprost zmuszony - prawem, rozsądkiem czy zwyczajami - do pełnej abstynencji. I w jego umiarze kluczowe nie jest wytrenowanie w moderowanym piciu, ale łatwość w podejmowaniu natychmiast i bez trudności abstynencji. Taką sytuację można ująć jako wolność, swobodę, a w starym języku jako cnotę, „habitus”. Gdy rozsądek lub prawo nakazuje abstynencję, podejmuję ją bezzwłocznie i bez przesadnego wysiłku. To właśnie jest cnota umiaru, również wedle Arystotelesa. Może łatwiej mi jest to zauważyć, bo w końcu jestem również absolwentem etyki, uczniem wybitnej polskiej filozof prof. Iji Lazari – Pawłowskiej. Gdy obserwuję rozmaite porady dla pijących kierujące ich do umiaru, ze zdumieniem odkrywam, że koncentrują się one prawie wyłącznie na kwestiach reguł rozsądnego picia, na granicach ilościowych, a nie na sposobach podejmowania abstynencji, przecież tak często bezdyskusyjnie niezbędnej. Właśnie braki w zakresie tej umiejętności sprawiają najwięcej kłopotu: pijani kierowcy, pijani zaniedbujący małe dzieci, pijani łączący leki z alkoholem, pijani liderzy publiczni, pijani na służbie. Można wymieniać długo. I zawsze znajdzie się fura drastycznych przykładów. Jak choćby przykład policjanta, który po pijanemu wymierza nabitą broń prosto w czoło dziewczyny siedzącej spokojnie na ławeczce w publicznym miejscu, po czym „niechcący” ją zabija. W mojej domowej bibliotece jest specjalny segregator na wycinki prasowe obrazujące skutki zaniechania abstynencji tam, gdzie była absolutnie niezbędna. Dorosłym z trudem przychodzi identyfikowanie takich sytuacji i pójście natychmiast za nakazem sumienia. I boleśnie błądzą.

 

Teraz już widać do czego zmierzałem. Otóż powstaje pytanie: kiedy człowiek ma się wyćwiczyć w czymś, co jest istotnym składnikiem umiaru: w swobodzie podejmowania okresowej abstynencji? I w jaki sposób ma to ćwiczyć? Czy poprzez kontrolowane picie? Raczej nie. Tę umiejętność, kluczową dla umiaru, wypracowuje się tak, jak umiejętność jazdy na rowerze – ćwicząc, ćwicząc abstynencję. I z tego względu propozycja abstynencji jest jak najbardziej realistyczna, bo uwzględnia rzeczywiste wymagania dorosłego życia. Oto moja profilaktyczna droga: abstynencja nie jest w niej autonomicznym celem, ale jest niezbędnym, niezbywalnym środkiem, narzędziem dla ukształtowania prawidłowego umiaru. Najlepszym czasem jej ćwiczenia jest młodość. Jej trenowanie jest ważniejsze, niż trenowanie rozsądnego picia, które zresztą staje w sprzeczności z tym głównym celem. Okazuje się, że wyśmiewający radykałów zwolennicy wychowawczego luzu rzadko i z trudem osiągają swoje cele. Badania wykazują, że trenujący picie w obecności dorosłych piją więcej, niż ich rówieśnicy niepoddawani takiemu treningowi. Młodzi potrzebują mistrzów sprawnego podejmowania abstynencji, a nie „mistrzów picia”.  

 

Przekonuję się o tej potrzebie, o tym instynkcie młodych, podczas licznych okazji bezpośredniej pracy wychowawczej. Tak się składa, że cały czas jestem czynnym wychowawcą, profilaktykiem. Prowadzę swoje programy, takie jak „Debata” czy „Korekta”, a ostatnio „Smak życia czyli debatę o dopalaczach”. ZAWSZE dla moich wychowanków kluczowe jest jedno pytanie, które pada regularnie: A CZY PAN PIJE? Jest ono zadawane bardzo poważnie, choć pytający przypuszczają, że odpowiem twierdząco. W końcu jestem dorosły, a wiadomo: dorośli bez wyjątku piją. I oto, gdy pada odpowiedź: nie, nie piję, zaskakuje ona pytających i wzbudza niedowierzanie. Padają następne pytania, toczy się swoiste śledztwo, czy może jednak jestem tym „starym mistrzem Yodą”, który przemieni wychowanków  w prawdziwych „rycerzy Jedi”. Zwykle w tej fazie pracy wszyscy się skupiają i żywo reagują na toczący się dialog. To jest dla nich bardzo ważne. Ostatnio w pewnym  gimnazjum pedagog wypytywał I klasę o przeszłe zajęcia, w których większość brała udział. Była to „Debata”, którą osobiście prowadziłem w klasie VI szkoły podstawowej. Uczniowie po roku nie pamiętali ani nazwy programu, ani mojego imienia, ale doskonale pamiętali… moją deklarację abstynencji. Wkrótce przyszło mi pracować z tą klasą prowadząc tzw. „Debatę II”. Praca szła doskonale, niemal bez zwykłego brykania. Byłem dla nich starym znajomym, poniekąd autorytetem, jako pamiętny dorosły abstynent. Sądzę, że młodzi lepiej to odczuwają, niż zbyt pewni siebie profilaktycy od „ profilaktycznego harm reduction”. 

 

To rozumowanie prowadzi mnie do następującej propozycji: to nie ćwiczenie w piciu alkoholu, ale ćwiczenie w swobodzie podejmowania abstynencji jest kluczową praktyką wychowawczą w profilaktyce alkoholowej. Opisałem tę propozycję w jednym z końcowych rozdziałów  książki „Człowiek spotyka alkohol”, ale być może wielu umknął sens zamieszczonych tam uwag. Dlatego zdecydowałem się powtórzyć w skrócie ten temat, tym bardziej, że obserwuję swoisty import kiepskich propozycji profilaktycznych z tzw. zachodu. Ów „zachód” imponuje nam często, bo jest bogatszy (miejmy nadzieję, że chwilowo) i nieźle zorganizowany. Jednak pod względem osiągnięć wychowawczych nadal go przewyższamy. Gdy zajrzy się w odpowiednie statystyki dotyczące konkretnych zachowań młodych ludzi, to okazuje się, że młodzi ludzie na tzw. Zachodzie sprawują się w wielu kluczowych sprawach znacznie gorzej niż młodzi Polacy. Również pod względem picia alkoholu. Po co zatem sięgać po rozwiązania, którymi usiłują się podpierać nasi „bracia we wspólnocie europejskiej”, w sytuacji, gdy ich twórcy nie mogą sobie poradzić ze swoimi własnymi problemami?

 

Być może są inne powody tej mody na większy luz wychowawczy. Otóż aby pracować przy pomocy treningu abstynencji, trzeba być wiarygodnym. Dorośli, którzy nie są umiarkowani, czyli tacy, którym abstynencja przychodzi z trudem, wzdychają do innych okoliczności, takich w których praca profilaktyczna byłaby łatwiejsza DLA NICH SAMYCH, mniej wymagająca dla wychowawców.

 

Spójrzmy na to trzeźwo: w Uniii Europejskiej nie jesteśmy liderami w spożyciu alkoholu. Zatem to, co stosują ci faktyczni liderzy w swojej pracy profilaktycznej może nie pasować do naszych warunków.    

 

W kontaktach z europejskimi kolegami po fachu  zauważałem znaczną specyfikę w podejściu do tych spraw. Często skupiali się  oni na studyjnych, modelowych rozwiązaniach, lecz nie  mieli ambicji oddziaływania szerszego, powszechnego. Nie sięgali po maksymalne cele, tak, jakby dawno już  się z nimi rozstali. Nie widzę powodów do naśladowania tych tendencji.

 

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Czy abstynencja jako taka nie może być również autonomicznym celem wychowawczym? Prekursorzy działań profilaktycznych z początku XX wieku uznawali ją za oczywisty wymóg higieny, alkohol  jawił się im jako bezwględna trucizna, którą zawsze trzeba odrzucić. Nie podzielam tej postawy. Owszem, abstynencja może być samoistnym celem wychowawczym, ale nie w oparciu o argumenty zdrowotne. Na tym poziomie normą pozostaje umiar. Jedynie znacznie głębsza perspektywa jest w stanie uprawomocnić abstynencję jako autonomiczny cel wychowawczy, mianowicie perspektywa osobistego rozwoju duchowego. Gdy buddyjski czy chrześcijański  mnich lub muzułmański sufi podejmuje rozmaite praktyki rozwoju duchowego, niekiedy ekstremalnie trudne, jesteśmy skłonni uznać takie jego prawo. W abstynencji alkoholowej też tkwi pewna duchowa siła, źródło i znamię rozwoju, ale wtedy, gdy jej motywy są głębsze. Wybitny działacz trzeźwościowy, ks. Jan Kapica wskazywał na motyw miłości, miłosierdzia, solidarności społecznej, jako na tego rodzaju podstawę wyboru abstynencji. Tylko miłość może być wystarczającym motywem, nie zaś higiena. Ponieważ współczesny świat już niemal nie wie, co to jest miłość, nie rozumie też tak ukształtowanej abstynencji. Tego rodzaju postawę można proponować młodym, ale jedynie tym ,którzy wołają za wieszczem ”Silniejszy jestem, cięższą podajcie mi zbroję”. Tego rodzaju sprawy wymagają większej wolności, głębszej kotwicy. W miłości możemy rozwijać się bez granic, to sprawa ducha. Dlatego bywa, że abstynencja młodych staje się nie tylko niezbędnym środkiem prowadzącym do umiaru, ale autonomicznym celem, wyrastającym z różnych form miłości. I wtedy jest czymś wspaniałym i zadziwiającym. Warto tego życzyć młodym, ale wymagać nie można, tak, jak od nikogo nie wymaga się heroicznego poświęcenia. Ono zawsze jest wolnym, osobistym darem.